The Night of, czyli długa noc rasizmu i domysłów

the-night-of-hbo-live

Gdzieś ostatnio przesyłałam adres swojego bloga, tytułując go jako”blog z recenzjami na temat seriali” i dopiero po chwili dotarło do mnie, że tych recenzji tu praktycznie nie ma, a większość contentu to krótkie zestawienia bez prawdziwej recenzji. Stawiam tutaj granicę, bo kiedy nic złego w tego typu postach nie ma, to jednak nie po to zakładałam tego bloga.

Skoro już miałam czas, żeby pokontemplować nad sensem moich działań, to znalazłam go również (odrzucając w kąt sesję) na obejrzenie w całości 8-odcinkowego (za jednym razem, muszę przyznać) serialu, o którym słyszałam trochę dobrego, ale z racji, że przed obejrzeniem nie lubię się sugerować czyjaś opinią to nie wgłębiałam się w to za bardzo, tylko bez większego przygotowania się za niego zabrałam. 

The Night of jest miniserialem produkcji HBO i co mnie niesamowicie ucieszyło, jest bardzo okrojony z takich typowych elementów HBO, czyli każdy odcinek nie obrzydza Nas przemocą i rzucanie Nam seksem po oczach jest bardzo stanowczo zminimalizowane. Serialem w głównej mierze zajął się Steven Zaillian (powiązany z Dziewczyną z tatuażem i Listą Schindlera), bo był odpowiedzialny za reżyserowanie, jak i jego napisanie. Chciałabym powiedzieć, że widać jego styl w The Night of, ale Listę Schindlera widziałam wieki temu, a Dziewczyny z tatuażem nie obejrzę, póki nie przeczytam książki, więc jedynie na podstawie zwiastunu do tego drugiego mogę niepewnie stwierdzić, że podobnie operuje kamerą i woli boczne ujęcia od tych centralnych, chociaż i takich używa (piszę to bardzo niepewnie, w ogóle się na tym nie znam). No i kolorystyka jest taka niebieskawa, czasami brązowo-żółta i dominują niedoświetlone sceny. Tyle wiem.
Drugą osobą, która popełniła ten serial jest Richard Price, odpowiedzialny już tylko za scenariusz i o ile jest to dla mnie mniej kojarzące się nazwisko to pomagał przy The Wire, czyli bliskie mu są tematy policyjne i przestępcze. Zdziwiłam się jednak, że w produkcji nie znalazłam żadnego nazwiska z True Detective, bo strasznie mi się kojarzą te dwa seriale, może to po prostu HBO.

rs-248568-riz-ahmed-night-of-interview

W obsadzie nie ma jakiejś niesamowicie gwiazdorskiej obsady, że można rzucać nazwiskami większą czcionką niż tytuł serialu (jak to trochę było z drugim sezonem True Detective), a nawet powiedziałabym, że w tym przypadku dopóki się nie sprawdziło, kto w owym serialu gra to łatwo było to przeoczyć, bo nawet plakaty promocyjne nie pokazywały żadnej twarzy. Jak dla mnie jest to wielka zaleta produkcji, bo nie obiecuje niewiadomo czego po aktorach średnio znanych. Jednak ja standardowo wbrew wszystkiemu dodałam tytuł do listy, kiedy w jakimś zwiastunie na HBO zobaczyłam twarz Riza Ahmed i do tego skojarzyłam tytuł serialu, który gdzieś mi się przewinął na forum jakbyniepaczeć. Riz Ahmed, czyli główny bohater serialu pojawił mi się pierwszy raz w Wolnym Strzelcu u boku Jake’a Gyllenhaal (chociaż cały film byłam przekonana, że to Ali Mukaddam. Trzeba tu przyznać rację Ćwiekowi, że dla Polaków każdy człowiek danej narodowości wygląda tak samo), a potem z wielką przyjemnością oglądałam go w Łotrze 1. Przyszedł czas na The Night of i jestem zakochana, bo to kolejny świetny aktor młodego pokolenia, a do tego może się wybije na serialu, same radości. Jakoś twarzowo kojarzyłam również Billa Camp (det. Dennis Box), ale nie tak konkretniej żebym mogła rzucać od razu tytułem, gdzie gościa widziałam, bo raczej pojawia się bardziej pobocznie jako The guy with… . Kolejną kluczową postacią w obsadzie jest John Stone, grany przez Johna Turturro (początkowo postać miała być odegrana w pilocie przez Roberta De Niro), czyli brak dziwak Detektywa Monka, dziwniejszy niż sam Adrian. Jednak najważniejszą postacią jest kot. Nie jest niczym szokującym, że serial mnie kupił wraz z obsadzeniem kota jako postaci drugoplanowej, powinno to być oczywiste. Chciałabym go zobaczyć w jakiejś innej roli jeszcze, może jakieś kino akcji?

31edb963_catfb
Kot mnie kupił, nie wstydzę się tego, ale jak można go nazwać brzydalem?

Techniczności mamy za sobą, to teraz może coś wreszcie o samym serialu?

Produkcja przedstawia historię amerykańskiego studenta o pakistańskim pochodzeniu, którego całe życie zmienia się, kiedy postanawia wbrew niedogodnościom udać się na imprezę jakiegoś gościa z drużyny koszykarskiej. Nasir Khan jest dobrze uczącym się i bardzo podatnym na wpływy studentem biznesu, więc kiedy na tylne siedzenie samochodu, który prowadzi wsiada ładna dziewczyna i każe mu jechać na plaże, to nie spotyka się z wielkim protestem. Całą noc bawią się dobrze, a potem, no cóż, wszystko się pochrzaniło.

Jeśli pilot mogę śmiało ocenić jednym z najlepszych jakie widziałam (a różnie bywa z tymi pilotami) to ma on bardzo filmowy charakter. Trwa ponad godzinę, ale spokojnie możnaby go przedłużyć o pół godziny i zakończyć bardzo otwarcie: „Zrobił, czy nie zrobił?”. Wydaje mi się tak z powodu akcji, bo jest bardzo powolna i spokojna, ale dzięki temu dokładnie skupia się na każdym z bohaterów i pokazuje go w ten dwuznaczny sposób. Reszta odcinków jednak zupełnie nie odbiega od jakości pilota. Dostaliśmy około 10 godzin perełki detektywistyczno-dramatycznej, która momentami może kojarzyć się na przykład z Bogami Ulicy (minus dokumentalny charakter) czy Ciemna Strona Miasta. Jak już wspomniałam akcja nie tylko w pilocie, ale w całym serialu jest bardzo spokojna. Tam się dzieje dużo, ale nie gwałtownie. Na wszystko jest swój czas. Ze wszystkich odcinków czułam tylko, że finałowy jest nieco pospieszony, mimo że trwał 1,5 godziny. Jednak serial jest taki dobry ze względu na to jak podchodzi do konkretnych problemów. Głównym wątkiem, poza całą akcją rozwiązania zagadki, jest rasizm z jakim spotyka się bohater. Wiem, że obecnie różne są Nasze podejścia, co do obcokrajowców, jednak nie jestem tu po to, żeby debatować na polityczne tematy. Bezdyskusyjnie Naz spotyka się z najgorszymi odmianami rasizmu, gdzie tak naprawdę nawet jeśli ciągle powtarza, że jego rodzice są Pakistańczykami, ale on nawet nigdy tam nie był, ludzie ciągle podejrzewają go o działania terrorystyczne, z czym bohater zmaga się całe życie, a zwłaszcza po wydarzeniach z 11 września. Jednak Naz furiatem nie jest, więc każda obelga skierowana w jego stronę zostaje po prostu zignorowana i ze swoim pieskim spojrzeniem odchodzi dalej. Kolejnym problemem jest praca policji, która nie dość, że jest otoczona chaosem i brakiem organizacji, to jeszcze jest dokładnie taka jak pod wpływem filmów wyobrażamy sobie amerykańską policję. Brutalna, rasistowska (mimo, że większość policjantów to osoby czarnoskóre) i nadużywająca swojej władzy.

tease-847141-8_pro1-512

Największą zaletą tego serialu jest jednak ta dwuznaczność otaczająca każdą postać, kiedy do samego końca nie wiemy komu ufać, a komu nie. Kto w końcu jest ten dobry? Właśnie dlatego tak się wciągnęłam, bo najgorszą cechą serialu zaraz po braku emocjonalnego przywiązania do bohaterów jest właśnie ich oczywistość. Ty jesteś zły i postępujesz tylko źle, a ty zawsze ocalisz wszystkich i się poświęcisz. Zero przemyśleń, śledzisz tylko akcję i masz nadzieję, że chociaż to cię zaskoczy, żebyś później nie miał poczucia, że zmarnowałeś tydzień, czy więcej.
Akcja trzyma w napięciu, niby wszystko idzie spokojnie, ale jednak gra to na nerwach (nie w negatywny sposób), kiedy przez 10 godzin masz wrażenie, że wszyscy chcą cię oszukać i cię okłamują.

Do czego jedynie mogę się przyczepić? Muzyka nie powala, czołówka bez szału, nie jest jakoś tematycznie bardzo oryginalny i trochę słabo dopracowane postaci kobiecie (powtórka z rozrywki, znowu nie mam kogo lubić). Podobno jest też dużo formalnych błędów, co do pracy policji, ale nie skupiałam się na tym jakoś bardzo, bo tylko jedna rzecz mnie raziła, o której mogę dopiero wspomnieć pod belką.

Czy serial polecam? Polecam bardzo, ale głównie osobom, które lubią spokojną akcję, bo jeśli ktoś jest fanem pościgów i wybuchów, a potem ma mi narzekać, że nuda straszna, to ja umywam ręce. Bohaterowie są świetnie zagrani, akcja wciąga, porusza ciekawe problemy społeczne (dla mojego kierunku studiów to czysta gratka) i jest cudny kot.

Ciekawość fabuły: 3/3

Klimat: 1/1

Dopracowanie postaci: 2,5/3

Ogólny zamysł: 2/3

Ocena: 8,5 (Polecajka)

Dzisiaj wyjątkowo inaczej, bo muszę zacząć trochę bardziej ogarniać ten blog, a mam przypadłość, że jak mam zastój to zazwyczaj rzucam w kąt (dlatego też mam w szkicach 5 recenzji zapisanych do połowy). Recenzja ze spojlerami będzie kiedy indziej (czyt. pewnie już nigdy), ponieważ z jej powodu nie opublikowałam tego dwa tygodnie wcześniej, a bardzo chciałam szerzyć mój zachwyt tym serialem. Także oglądajcie i zachwycajcie się ze mną, a ja będę nadal kombinować, bo zaczęłam dużo nowych seriali i nie wiem, co z tym począć dalej.

P.S. Byłabym wdzięczna za jakieś rady, co do organizacji, bo pierwszy raz się bawię w recenzje i nie wiem, co z tym począć.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “The Night of, czyli długa noc rasizmu i domysłów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s